Zaligam czasem na moim bambetlu
w kącie przy okni za kuchennym stołem.
Wiecznom tęsknotom przykrywam si z wierzchu
za Kulparkowem i za Kliparowem.

Przymykam ślipia, a pod powiekami
majaczy obraz miasta kochanego.
Suni si szóstka, a tramwaj dzwonkami
woła: – Ta wsiadaj! Ni drałuj kulego.

Staje na stopniu, no bo w środku ciżba,
obok dwóch bajtlów chudzieńkich jak tyczki.
Lepiej źle jechać, sam to muszę przyznać,
niż przeć Gródecką dostając zadyszki.

Przystanek wreszci i sypi si wiara,
strąca mnie, depcze po nowiuśkich mesztach.
Kuksańca łapie  od draba-batiara,
ali si boje kolubrynę zbesztać.

Tłum goni w lewo, wyrwać si ni mogie,
krzyczom, ży w cyrku Apollo Griszkiewicz.
Znowu ten batiar staje mi na noge,
Czegu z nim idę, tegu i sam nie wim.

Już gra orkiestra,  a ekwilibrysta,
to stójkę robi, to si znów wygina.
Na moment przerwał, mnie naraz myśl przyszła
jaka jest mego przyjścia tu przyczyna.

Dzisiaj nidziela, do Elzbietym jechał.
Za tydzień do Niej pieszo podrałuji,
wyznam żem w święto modlitwy zaniechał.
Ali wam powim – wcali ni żałuji.

24 czerwca 2015  Maria Żemełko

Spotkałam go przypadkiem,
szedł jak cień przyczepiony.
W dom wśliznął się ukradkiem
zupełnie nieproszony.

Z podziwu wyjść nie mogę,
że po dwóch dniach zaledwie
zaciągnął mnie pod kołdrę,
lecz nie było jak w niebie.

No, zbyt gorąco może.
Bezwiednie coś bredziłam,
rozpalał we mnie ogień
i cała się pociłam.

W łóżku zastał nas Witold,
niezazdrosny w zasadzie,
szybko wyjaśnił mi to –
ważne kto z kim się kładzie.

Nazajutrz wpadł jak burza
i wytoczywszy działa,
strzelał prosto w intruza.
Ja nietknięta zostałam.

Acz walką osłabiona.
Kołacze we mnie dusza
więziona z ciałem w szponach
przebrzydłego wirusa.

Przynieś mi proszę trochę wiosny
w otwartych dłoniach.
Dołóż perlisty śmiech radosny
i galop konia.
Sypnij kolorów najpiękniejszych
w życia paletę.
Ubarwiaj każdy dzień powszedni
tak, by był świętem.

Wiatrem we włosach zapisz słowa
naszej love story.
Składaj w ulotnych wiersza strofach
biorąc a priori.
W uczuć ogniki ubierz tlące
oczu źrenice,
gdy ponad nami niegasnące
słońce w zenicie.

 

Maria Żemełko

W żłóbeczku leżysz ubogim,
poduszką Twoją garść siana,
Ty jesteś człowiekiem-Bogiem,
obok Matka kochana.

Kolęda Ci kołysanką
śnisz Jezu dziecięce swe sny.
Jest Józef razem z Twą z Matką,
już nie kwil dziecino, śpij.

Matula moja mówiła:
- Przyjadę, gdy będą święta.
Znów zima ziemię spowiła,
mama o mnie pamięta.

Na pewno gdy przyjdzie wiosna
tatko też wróci do domu,
zdarzy się chwila radosna,
siądę z nimi do stołu.

Z podwórka Franek, kolega,
też ma rodziców za Wodą,
czwarte wakacje już czeka,
że go z sobą zabiorą.

Puchowa miękka poduszka
sny wszystkie gromadzi i łzy.
Ja nie mam mamy u łóżka –
Ty nie płacz Jezusku, śpij.

Rozglądam się dokoła
szukając wciąż persony,
przed którą chylić czoła
zechcę nieprzymuszony.

Zda się natura zniosła
sponad głów aureole
z plebana, wójta, posła,
doktora z prokuratorem.

Okopani w swym niebie
wierząc w to że wybrani
garną dobra do siebie
chciwych dłoni wiosłami.

Brak człowieka w człowieku
płynie z tych obserwacji.
Honor na drodze wieków
uległ dewaluacji.

Jesteś chlebem na dzień powszedni,
pieśnią z nut srebrnych wzlatującą w niebo.
Dobrą kartą dla przepowiedni,
zmysłów pragnieniem i duszy potrzebą.

Trunkiem w dzbanie niewyczerpanym,
co serca drżenie i wesołość budzi.
Ze snów baśnią snutą nad ranem,
która w kolejną noc też się nie znudzi.

Ciepłym wiatrem, lata zwiastunem,
skałą, co zniesie wszelkie huragany.
Choć się staram pojąć nie umiem
czemu niezmiennie pszenno-buraczany.

Maria Żemełko

Ofiarowujesz mi tak wiele;
magiczny księżyc w noc gwieździstą,
pachnącej łąki kwietną zieleń,
za horyzontem wspólną przyszłość.

Spacer za rękę aż do zmierzchu,
brzask malujący dzień na nowo.
Zapalasz słońce w mym imieniu
i krasisz srebrem każde słowo.

Dbam, by żadnego nie uronić,
zachować kruszcu garść na potem.
Zgłoska o zgłoskę dźwięcznie dzwoni –
w zamian milczenie dam. Jest złotem.

Maria Żemełko

Przerzedzone czupryny
macierzanki i krwawnika
wpół siwo tkanym muślinem
jesienny dzień przetyka
snując długie godziny.

Uschnięte kwiaty zszywa
babiego lata nić płowa.
Łąka zbrązowiały dywan
rozściela na wzgórz głowach,
a barw im wciąż ubywa.

My wpatrzeni w horyzont
przed siebie idziemy ścieżką.
Wśród  traw z namarszczoną kryzą
kołysze w dali  przeszłość
niesiona ranną bryzą.

Czas figlarz drogi plącze,
wije i w pola wywodzi.
I znowu słońce wschodzące
dniom po kres każe brodzić
tam gdzie nadzieje tlące.

22 sierpnia 2014  Maria Żemełko

W wartkim potoku zdarzeń
przyglądam się jak w lustrze,
kamienie tworzą kolaże,
woda rwie naprzód i chluszcze.
Kartki minionej dekady
opatrzone słowotokiem,
mój księżyc tak samo blady
jak przed magicznym rokiem.

Ulice gładsze i szersze,
pastelowe kamienice,
nasze zabytki piękniejsze,
klasy w szkołach mniej liczne.
Na rzekach przybyło mostów,
co wiodą ludzi donikąd,
w ugorach chwastów i ostów –
ciszę głuszymy muzyką.

Z fabryki garbaty stróż
w sobotę piwa nie pije,
mógłby na spacer choć pójść
niechby widzieli że żyje.
Zaczęła się konferencja –
poglądami się podzielą.
Nie zauważą dziecka,
które wyleją z kąpielą.

Z sąsiadem gadam na skypie,
techniczne cuda chwalimy.
Daleko do tego Bergen,
by poczęstować go winem.
Pustych krzeseł przy stole
przybywa w kolejne święta.
Wnuk mówi: – Ich bin ein Pole …
A dziadków nie pamięta.

1 maja 2014    Maria Żemełko

Po drabinie się wspinasz
głowę wznosząc dumnie.
Kibicuje rodzina,
przyjaciele tłumnie.

Pokonujesz mozolnie
po szczebelku szczebel
i co chwila przezornie
spoglądasz za siebie.

Pcha cię napęd władczy,
podążasz więc w górę.
Coraz rzadziej w dół patrzysz
na kłębiący chórek.

Kroki stawiasz z impetem
uszkadzając stopnie.
Myśl o drodze powrotnej
odrzucasz pochopnie.

Z wysokości znajomych
nie poznajesz twarzy,
a drabiny poziomy
czas swym zębem nadgryzł.

Szyję prężysz do słońca,
a na niej twarz sławną.
Tłum, co gęstniał u podstaw
rozpierzchnął się dawno.

Zdaje ci się do nieba
jeden stopień tylko
mocno odbić się trzeba,
a fanfary milkną.

Do tryumfu okrzyku
już otwierasz usta,
słowo więźnie w przełyku –
nie ma nic – tylko pustka.

Maria Żemełko

  • Strona 1 z 13
  • ...
  • 13
  • >